czwartek, 15 czerwca 2017

Yaoi: Jackass! vs. Udagawachou de Mattete yo.



Na moją półkę mang dziwnych i niezwykłych trafił ostatnio tomik Jackass!
Ogromnie się cieszę, że w Polsce, kraju coraz bardziej konserwatywnym, pojawiają się tytuły yaoi, już niekoniecznie erotyczne, ale traktujące o różnych odcieniach ludzkiej (tudzież męskiej) seksualności.

Jackass!-szkolna opowieść o dwójce kumpli, którzy przez nieuwagę jednego z nich, wpadają w sidła miłości do...pończoszek. Pierwsze zauroczenie, pierwsze mocniejsze bicie serca, a wszystko przez piękne wysportowane męskie nogi. Jackass! wciąga od pierwszej strony i śledzenie rodzącego się uczucia nie jest przysłonięte tytułowym fetyszem.

Udagawachou de Mattete yo w zasadzie traktuje o tym samym. Hideyoshico poszedł o krok dalej. Ubrał swojego Yashiro w perukę, sukienkę, kazał mu się umalować. Miłość między chłopakami rodzi się w ukryciu, gdzieś pomiędzy seksualnością i płciowością. 






W Jackass! podoba mi się zarówno humor słowny, jak i sytuacyjny. Chłopaki są zabawni, potrafią być seksowni i słodcy.



Wydanie Waneko jest większe, niż standardowe tomiki, ma lakierowaną zdejmowaną okładkę i jedną kolorową stronę. Można pokusić się o łzę żalu, że tych stron w kolorze jest tak mało, ale może kiedyś doczekamy się zbioru prac Scarlet Beriko w postaci Artbooka.


czwartek, 9 marca 2017

Rok 2017 czasem powrotu do żywych. Nowości na półce.

Chciałbym, żeby ktoś na widok tego postu krzyknął: Wreszcie!

Rok 2016 był dla mnie bardzo ciężki, sporo się zmieniło i nie miałem głowy, by zająć się blogiem. W sieci jednak nic nie ginie (chociaż czasami jest to przerażające) i mogę dziś wrócił w pełnej krasie.
Patrząc na poprzedni post z Festiwalu Gier i Komiksu z 2015 jestem zdziwiony, że aż tak niewiele pojawiło się w mojej kolekcji.

Dokończyłem serię Pandora Heart, ale o tym chcę napisać osobny post.
Kupuję ostatnio tylko na Gildia.pl .

A poniżej to, co przez rok udało mi się skompletować, kupić, dokupić:

Savage Garden: seria kończy sie na tomie 7, ale uważam, że fabuła została skrócona na siłę. Warto mieć jednak całość w kolekcji, bo manga jest wyjątkowo pięknie narysowana.


Strażnik domu Momochi: to już 9 tom, fabuła ruszyła z kopyta, dowiadujemy się dużo więcej o Aoim, a w ostatnim tomie dochodzi nawet do pewnej lubieżności ;)



Księga Vanitasa: Cieszę się, że po Pandorze Waneko zdecydowało się na kolejny tytuł Jun Mochizuki. Mam słabość do jej kreski, stylu, sposobu prowadzenia fabuły.



Koledzy z klasy i Absolwenci: nie byłoby mojej półki z mangami bez strefy yaoi. Jestem dumny z Waneko, że postanowiło wydać tę mangę.



Ten Count: serce skradły mi okładki tej mangi. Patrząc na półkę yaoi Rihito jest dominatorką wsród moich zbiorów. Fabuła jest dosyć prosta, ale dla tych rysunków warto!









Na Allegro udało mi się zdobyć Zetsuai 1989 w oryginalnej wersji. Papier jest żółty, ale tusz idealny, więc nie mam co marudzić.





A na koniec Artbook z serii Kill me or say Love me. Kilka lat temu polowałem na ten Artbook, mangi nigdy nie czytałem, ale spodobał mi się motyw anioła zniewolonego przez Arcymęskiego faceta. Generalnie klimat jest dość nudny, ciekawszy był Wish Clampa, ale sama kreska ma coś w sobie.








Poszczególne serie będę omawiać osobno, dlatego treści w tym wpisie będzie niewiele. Mam nadzieję, że mangowi blogerzy przyjmą mnie łaskawie do swojego grona i blogowo-mangowa wataha będzie się rozrastać. Zaraz odświeżę sobie Wasze blogi i sprawdzę, co nowego pojawiło się na waszych półkach.